Murek Berliński

Wcale nie szukałem, a od razu się na kung-fu natknąłem w Berku. Dokładniej na jego najbardziej rozpopularyzowaną odmianę, czyli Taiji :)

Gość zwrócił moją uwagę, bo naprawdę solidnie ćwiczył. Zaczął od qigongu, potem przeszedł do tego.. no raczej waikungu, bo to jednak ćwiczenie mocno fizyczne jest, nawet jeśli miał tam jakieś zadania „psychiczne” czy oddechowe. Potem zszedł na trawkę i zaczął przerabiać ruchy wyjęte z formy. Długo, dokładnie, bez pośpiechu. W tempie średnim.

Potem zaczął dodawać do niektórych ruchów jin, czyli po prostu siłę, co też mi się podobało. Chyba jakaś odmiana stylu Yang, ale głowy nie dam – KO ze mną nie było ;)

Po jakimś czasie stwierdziłem, że trzeba dać człowiekowi spokój i zszedłem do metra, gdzie do przyjazdu pociągu dalej mogłem go sobie oglądać :]

Tu muszę zauważyć, że Berlińczycy są bardzo otwarci na wszelkich czubów i dziwaków, więc nikt się gapi nachalnie, nie komentuje na głos itp. Jak w Chinach (gdy ćwiczą Chińczycy;) Tak jak tam siedziałem, może ze dwie osoby zerknęły z zaciekawieniem. Jeden pan Afrykańczyk przystanął popatrzyć z odległości, ale pełna kultura. Jedynie co Angolom się wydało śmieszne przez chwilę, ale oni też raz dwa zajęli się swoją piłką, więc generalnie spoko.

Ngondeg

2 komentarze

Filed under kung-fu i inne sztuki walki, wypady bliższe i dalsze

Strzał Kupa i Nadczłowieka Kamienna Dupa

Nie było zupełnie źle – zawaliłem eliminacje na Olympia Stadion, ale udało mi się dotrzeć na finały :]

Olympiastadion z lotu pawiana

Zapomniałem o obowiązkowej rozgrzewce przed kasłaniem i jak mnie złapało, to w jednym spaźmie nadciągnąłem sobie jakie ścięgienko, czy co, tak, że w nocy nie wiedziałem, co robić – konać od łechtania w klacie, czy zakasłać i poczuć palący ból w tejże ;) W efekcie, następnego dnia wstałem późno, a zanim -po dojechaniu pod stadion- przelazłem na drugi jego koniec (Hyundai Cup odbywał się na polu pod wieżą z prawej strony obrazka u góry) okazało się, że.. już po zawodach :]

Trochę żałuję, bo darmowe wejście było i miejsce ma klimat. Może trochę ponury, ale ma :)

Potem, na finały, zawody przeniosły się na Lilli-Henoch Sportplatz przy Anhalter Banhof. W sobotę bloczki, w niedzielę łuki klasyczne. I znów miałem dylemat, bo -cały czas nękany chorobą- bałem się, że zakaszlę w kompletnej ciszy, akurat gdy Chang Hye-jin będzie oddawać strzał i będą jaja. Ostatecznie jednak poszedłem :)

Dobrze zrobiłem. Trafiłem na przerwę pomiędzy finałami zespołowymi a finałami par i indywidualnymi, więc miałem chwilę, by przejść się dookoła. Miejsce naprawdę fajne.


Nie jestem celebrity crazy w żadnym razie, ale śmisznie było połazić pomiędzy gośćmi znanymi z tych wszystkich transmisji world archery. Tam idzie sobie holenderska drużyna, obok gada z kimś Kisik Lee, tu otarłem się o tajwańską trenerkę Australijczyków :) No a potem zasiadłem na trybunach. Wysmażyłem się ze 40 minut na słońcu, aż w końcu się zaczęło.

Kilka fotek:

Koreanki :]

Chang Hye-Jin rozdaje autografy

Turcja-USA (Brady Ellison czeka na swą kolejkę po Mackenzie Brown)

Hayakawa Ren

Z Hayakawą jest, btw, ciekawa sprawa, bo -jak się okazuje- jest naturalizowaną Japonką. I to z Koreanki. Drażliwa kombinacja ;) Teraz rozumiem, czemu mi jej buzia nie pasowała do japońskiej reprezentacji :]

Japonia-Korea (Choi Mi-Sun, za nią Kim Wu-Jin)

Dobrze, że nie było ze mną Jacka (tego, co mi po obejrzeniu filmiku na YT gadał jak to ona przyrośnięta do łuku jest:) bo chyba bym go musiał cucić :p

Chang Hye-Jin

Chang Hye-Jin z Weroniką Marczenko (z którą przerżnęła zresztą)

Alejandra Valencia i Kang Chae-Young

jeszcze raz A. Valencia i jej uśmiech ;)

Po tym meczu (wygrała Kang) musiałem udać się na lotnisko. Oczywiście, to nie żadna relacja sportowa. Polecam obejrzenie zarejestrowanej w całości transmisji WA. Ogólnie wrażenia bardzo pozytywne. Ogląda się to łucznictwo z trybun całkiem przyjemnie. Atmosfera też jest. Z drugiej strony jednak łatwiej się mi połapać w sytuacji oglądając mecze na ekranie monitora. Tu człowiek czasem nie wie gdzie patrzeć. Na zawodnika, cel, telebim, i kombinuje czy może da radę podążyć wzrokiem za strzałą. Raz wystarczy, do Rzymu raczej nie pojadę ;)

Ngondeg

10 komentarzy

Filed under wypady bliższe i dalsze, łucznictwo

pieśń muchówki

O, czemuś, Hu Yu głupi, nie oglądał szkoleniówki?!

W rzeczy samej oglądałem, ale w swym zadęciu pominąłem szczegóły, a te są ważne. Dociskałem rękojeść nie tym „półdupkiem” co trza. Jakoś mi tak centralnie wchodziła ta rękojeść i przez to zbytnio rozjeżdżały się palec wskazujący z kciukiem, czyli prowadnica, i zbyt osadzony miałem łuk. Początkowo przestawienie się na ten poprawny sposób było kłopotliwe, ale ostatecznie ileż łuk zyskał na dynamice! Wrażenie jest niesamowite. Dużo się śmiałem do siebie na ostatnim treningu :) Nawet dźwięk się poprawił i wydaje mi teraz to piękne ww-tygg!

Jakby idąc za ciosem YT mi podrzucił w polecanych najprawdziwszy video podręcznik [教本】 do koreańskiego łucznictwa. W zasadzie dwa zlepione w tym filmie w jeden. Oczywiście przydałoby się tłumaczenie, żeby wykluczyć wątpliwości, ale i tak jest to świetny materiał.

Ustawiłem początek odtwarzania na rozgrzewce. Później będą: trzymanie łuku, zakładanie i pozycja zekiera, ćwiczenia wstępne i sama technika strzelania. Historia koreańskich łuków, ogrzewanie i zakładanie cięciwy na łuki naturalne mnie nie interesuje. Moim zdaniem można iść drogą tego podręcznika i się nauczyć strzelać metodą koreańską. Naturalnie jest to tylko jedna z metod KTA, co potwierdza jedyny jak dotąd komentarz pod filmem ;)

Jak to zwykle bywa, im więcej wiesz, tym bardziej skonfudowany jesteś :) Po sukcesie zmiany uchwytu postanowiłem popróbować tej prostszej metody naciągania łuku z filmu. Bardzo poprawia celność. Strzała generalnie od razu skierowana jest na cel, cały czas blisko oka – logiczne. No tak, ale ciężej mi wrzucić siłę na plecy. Na odległości powoduje strzały niżej celu, choć w linii. Przez jeden dzień przeszło mi już tyle pomysłów przez głowę, że.. głowa boli ;)

Muszę się zrelaksować :)

Ngondeg

 

Dodaj komentarz

Filed under łucznictwo

nước vối

Czyli kolejny giải khát (napój bezalkoholowy) którego spróbowałem na Bakalão – wasalnym księstwie Czampy :)

Zjadłem bun (tuoi) tofu, pocałowałem klamkę u Bułgarek, zakupiłem paczkę (4szt.) kuguy (są po 10zł!) i już się zawijałem, gdy dostrzegłem skromną panią Wietnamkę przy wózku, gdzie zwykle stoi Nhat. Brakowało mi kawy i -mimo przeziębienia (thx to pieprzone tramwaje – lodówki) – poprosiłem. Pani zaczęła przygotowywać, a ja sobie zacząłem czytać.. Ca fe, nuoc voi, nuoc mo.. Sprawidziłem nuoc mo na googlao – wyskakują mi jakieś mirabelkowe owoce obok szklanek (Mơ=méi=śliwa) więc zapewne coś słodkiego. Pytam zatem bezpośrednio panią o nuoc voi. Pani podeszła do tematu bardzo poważnie. Nie zbyła mnie byle frazą, tylko idzie gestykulować jak to nuoc voi się rozlewa po całym przełyku i będzie mi „bardzo zimno” :] Przy tym niesłodkie jest. Kul. Ajl tejk łan! :)

Smakuje jak.. jak ta darmowa „herbata” w wietnamskiej knajpie w Wólce! Fuk, od razu mi się wydawała inna, jakaś taka anyżkowa (pewnie bredzę) czy coś, ale pan właściciel z miną Mescalero powiedział, że zwykła herbata i od niechcenia wskazał głową stojące za nim słoje z liśćmi. Pomyślałem wtedy, żem głupi i kupiłem to info :)

Nawet Bauman pił ;) W sumie to pan nie robił mnie w bambuko, nawet jeśli wiedział, co ma w tym czajniku, bo po naszemu też przecie wszystko, co się zaparza, to jakaś tam „herbatka”. U Chińczyków podobnie. Na marginesie oni też na co drugim rogu sprzedają podobne napoje, w tym ze wspomnianej kuguy – gorzkiego ogóra.   Sprawdziłem na szybko ten nuoc voi i wyszło, że jest robiony z Vối, czyli Syzygium Nervosum, który rośnie w centralnym i północnym Wietnamie, gdzie popularny jest napój z niego – nước vối :] Nie jestem pewien, czy roślina nie pochodzi z Australii..

gdy na dnie wygląda jak whisky ;)

Pani pochwaliła moje zainteresowanie wspinając się na wyżyny operowania językiem polskim. Zostałem poinstruowany, iż cudowny ten napój poza tym, że jest dobry na skórę, obniża poziom cukru we krwi oraz ciśnienie. W sam raz do zniesienia efektów wietnamskiej kawy ;>

Ngondeg

Dodaj komentarz

Filed under żarcie i picie

nicht schießen!

..to nie jest cel łuczniczy! ;] Ino do uderzeń palcami, kłykciami czy dziwnymi ułożeniami dłoni/pięści. No, do „atemi” :) Po całym dniu ganiania z KO po Szczęśliwicach w upale nie miałem już siły i ochoty zaiwaniać na Siekierki. Po za tym czułem, że organizm potrzebuje neigongów i -ogólnie- qi dobrej czerwonej ziemi ;) Jako, że miałem ze sobą strecz, postanowiłem w ramach eksperymentu zainstalować na jednym z dawnych stanowisk dla sędziego siatkówki (aka iron dummy) jedną z mniejszych tarcz. Eksperyment, to nie tylko sama tarcza, ale i to, czy się tam ostanie na dłużej.. ;>

Do jakiegoś mocnego nawalania się nie nadają, bo by się rozleciały, poza tym w namiętności takiego tłuczenia można trafić ręką w wystające pręty – nie dobri. Buła spełnia naprawde dobrze swą rolę, ale walor muzyczny jest i tak najbardziej satysfakcjonujący :]

A i last but not least na koniec tłuczenia, w obolałe palce wtarłem prawdziwie kungfiarską maść zakupioną tego samego dnia u pań Ukrainek. Maść jest zwana potocznie „pogotowie” i zrobiona jest z 39 ziół (jakże chińsko!) Zapytałem na co to jest, a ona: – na wszystko.. Duch Tefika unosi się dalej nad Bakalao ;]

Ngondeg

3 komentarze

Filed under trening

tartanowi wojownicy i filcem okryta dupa carycy

Sifu Jarzyna (vel Łucznik Vale Tudo) poza tym, że jest już naprawdę całkiem accomplished łucznikiem (nie wiem, czy wspominałem, że po 3 latach odkąd chwycił za łuk pojechał na mistrzostwa świata 3D do Italijej i zajął 33 czy 34 miejsce na ok. 70 startujących!) to ma smykałkę do robienia bardzo, ale to bardzo dobrych celów łuczniczych.. Jakiś tydzień temu zmodyfikował już raz modyfikowany cel mojej roboty przez dodanie grubej jak skurczybyk warstwy jakiegoś filcu przemysłowego. Tak mocnego, że Adam wpakowawszy parę strzał z bloczka, nieświadom w co [się] pakuje, próbował je później wyciągać zapierając się z buta, co w przypadku worka leżącego na dwóch sznurach wielce skutecznym nie jest ;)

filc pokrywa gumowe frisbee na na powłoce z worka po kambodżańskim ryżu

Całkiem niedawno zaś okleił dwa ludy po bliższej stronie tartanem z dawnego placu zabaw dla dzieci :]

Dźwięk jaki wydaje po trafieniu i opór, który stawia przy wyciąganiu, są nagrodą za strzał dobrze oddany. Człowiek chce powtarzać :]

mucha

Beman

Nomad

Tak, spotkałem mądrą muchę, która medytowała na liściu na linii strzałów (a może była martwa?) i rozwaliłem jednego z 5 ostałych Bemanów 410-tek. Kurcze, teraz, jak mam ciut lepszą technikę, latają fajnie z Nomada, którego mocno używam przez ostatnie 3 dni. Wyżymałem go, aż mi się bąble na dłoni zrobiły. Jeden pękł, więc dziś pewnie neigong albo strzelanie z polarisa :) Sporo znajomych wczoraj przyszło postrzelać. Starych, nowszych i zupełnie nowych. Sifu Jarzyna podjechał poszyć do Tartanowej Armii o zmierzchu :>

Ngondeg

 

Dodaj komentarz

Filed under łucznictwo