Tag Archives: Szanghaj

Archer Pe łosiem, Daoshun i Hongkongu pokłosie..

Już ponad miesiąc temu ta szanghajska historyjka miała miejsce, ale nie szkodzi, dalej jest na czasie :]

To było parę dni przed zhongqiujie i bodaj pierwszy wieczór, kiedy miałem czas dla siebie. Tzn za dużo go nie miałem, bo po całym dniu zaiwaniania na targach i kolacji z fabrykantami obowiązki skończyłem gdzieś koło 21 i tak naprawdę poważnie rozważałem, czy po prostu nie pierdolnąć się do łózka. Hotel mieścił się sssstosunkowo blisko strzelnicy łuczniczej na Zhangyanglu. Na tyle, że głupio mi było przed samym sobą nie pójść. Miała być otwarta do późna – sprawdziłem.

Przekroczyłem kanałek i udałem się do stacji metra lecz szczerze mówiąc idąc zacząłem szukać wymówki, żeby zmienić plany, kupić zimne piwo i wrócić do pokoju. Że zmęczony jestem, noga boli, parno, nie wiadomo czy na pewno zdążę, a ja nawet, to ile zdążę postrzelać i wracając pewnie już metro nie będzie jeździć.. No ale podchodzę do stacji i patrzę na ten fajny składak stojący obok..

Archer! Omen – jadę strzelać! :) Zjechałem na dół, przeszedłem kontrol bezpieczeństwa i na peronie zacząłem studiować mapkę, gdy podchodzi do mnie Chinka. Spokojnie, to tylko branie „na angielski”! Dżizas, z biegiem lat okulary coraz grubsze, oponki coraz większe, szczęściem dalej młode przyłażą, ale to pewnie dlatego, że w tym wieku ludziom chce się jeszcze polerować języki obce w metrze :] Nie miałem ochoty gadać, ale że uprzejmy jestem, odpowiadam gdzie jadę i.. Chinka zauważyła, że to nie tam gdzie się gapię! Znaczy się podobna nazwa, ale to nie to miejsce. Man, minęły prawie dwa lata i faktycznie poyebało mi się :] W sumie miałem szczęście, że podeszła. W pociągu kiwałem głową do opowieści o tym, czym się nowa znajoma zajmuje (jakieś suplementy czy cuś) nie wsłuchując się zbyt mocno, aż ta nagle niczym mistrz Hong puszcza pytanie pingujące: – który z typów inteligencji uważasz za najważniejszy: IQ, EQ, czy SQ? Zrobiłem minkę, serię minek, jak Lee Marvin w kasynie niemieckim z Parszywej Dwunastki, a przecież mogłem powiedzieć, że QQ  ;p Kurka, spaliłem. Anyways.. rozstaliśmy się dodając przedtem na wechacie. W sumie bardzo miła dziewczyna :)

Na szczęście okolica się nie zmieniła i w miarę łatwo przyszło mi znaleźć strzelnicę. W miarę, bo tak jak poprzednim razem skręciłem najpierw o jedną alejkę za wcześnie trafiając na ten pomysłowy garaż w bloku. Może to „glitch in the matrix”? ;)

„Daoshun” jest gdzie być miała. Jedne co się zmieniło, to pierdyknęli sobie gaoji reklamę 3D!

See?

Wszedłem o 22:45, na 15 minut przed zamknięciem, a nikt z mopem w ręku nie posłał mi lodowatego spojrzenia, za to raz dwa dostałem łuk, strzały i stanowisko obok strzelającego z Hoyta młodzieńca :)

Wziąłem nie ten pikny, a taki polarisopodobny, chyba był to Friendship. Naciąg 24, czy 26 funtów, nie pamiętam. Nawet skórki nie wyciągałem na te trzy seryjki. Natomiast założyłem polarową kamizelkę, która tyle razy ratowała mi dupę i na Siekierkach i w chińskim metrze, czy taksówkach. W „Daoshun” bowiem klima podkręcona, że hej, a na ulicy jakieś 27 stopni i wilgotno, czyli ja w mokrej koszulce :] Fajnie mi się strzelało. Po każdej serii pani z obsługi leci do celu i wyjmując strzały zlicza punkty. Mówię, że nie trzeba, ale słyszę, że na wszelki wypadek dalej mamrocze pod nosem :)) Odłożyłem łuk, zapłaciłem i zacząłem zdejmować kamizelkę, aż tu pan łucznik siedzący przy stoliczku (kawiarenkę tam mają!) odzywa się do mnie tymi słowy: – przyjacielu, czy mogę spytać z jakiego kraju przybywasz, że nasza pogoda dla ciebie za zimna? Rajt.. Mówię, że z Polski, a kamizelkę zakładam nie dla tego, że w Szanghaju jest mi za zimno, bo jest mi akurat gorąco, ale boję się przeklętej klimatyzacji. Pan pokiwał głową, a jedna z fuwuyuanek (ta sama Mała Figlarna, którą pamiętam z mojej pierwszej wizyty) pyta: – a ten, w jakim kraju leży Polska? Na to pan uniesionym głosem: – przecież Polska, to kraj! Pani zachichrała, a pan kontynuował: – Polska, to kraj, który na prawie 200 lat stracił niepodległość, ale raz za razem walczył o jej odzyskanie. Quite right, my man.. Figlarna jednak idzie dalej: – aaaaa, to wy jesteście jak ten Hong Kong, co to chce być niepodległy, żeby nie wiem co.. Tego pan już nie zdzierżył i tym razem już zakrzyknął: – bzdury wygadujesz!! Niektóre odmiany Chinek są śmiszne :)) Obiecałem sobie, że następnym razem kupię u niej to cholerne członkostwo za 400 kuaiów :) Wyszedłem i okazało się, że faktycznie ostatnie metro mi spieprzyło..

Ngondeg

Dodaj komentarz

Filed under inne, łucznictwo

Ulica Pięciu Gwiazd

Pięciu? ;)

Podoba mi się to, że mają wywalone na wszystko :] Kurcze, już mi brakuje tych ciepłych wieczorów..

Ngondeg

1 komentarz

Filed under wypady bliższe i dalsze

Siren of Whampoa

Odmiana bezogonowa. Zamiast tarczy i tasaka dzierży parasolkę i zakazany prawem paralizator w kształcie wysięgnika do selfie – sprzęt niezbędny do chwytania pawianów płaszczowych ;]

Emm, taki wspominek z ostatniej wyprawy, jeden z kilku, które się tu zapewne będą przez pewien czas pojawiać :)

Ngondeg

3 Komentarze

Filed under wypady bliższe i dalsze

Szanghão żegnão

..i żerão :))

:)

Ngondeg

Dodaj komentarz

Filed under wypady bliższe i dalsze, żarcie i picie

Premature Zhongqiujie

No bo 13 wypada, ale będziemy wówczas lecieć, więc „nasz” dostawca na koniec wystawnej (jebiście wystawnej) kolacji zaordynował ciasteczka księżycowe.

..oraz tangyuan :)

Bardzo dobre. Po bombardowaniu chińskimi przechwałkami o udanych wnukach w szkołach dwujęzycznych i mądrych a zaradnych synowych w Argentynie chowanych, zasłużyłem ;)

Ngondeg

1 komentarz

Filed under wypady bliższe i dalsze, żarcie i picie

chodzący świadomie

Ten termin ukuł pokonujący obecnie w Opolu trzydziestą szóstą komnatę taiji (z 18 drewnianymi mniszkami) Sifu KO. I raptem dwa dni temu widziałem oficjalnie polskiego chodzącego świadomie przed Żabką na Grójeckiej! Szedł po piwo ale robił wymachy i klaskał. Nie robię sobie jaj. Poza tym skończyły mi się chusteczki kupione w Chinach, a to znak, że mogę wrzucać różne przypadkowo zarejestrowane tam rzeczy na chłodno. To niech będzie na początek Chodzący Świadomie. Piękny okaz.. Pan robił co najmniej jedno pełne kółko tak klaszcząc i wykonując okrzyki w nierównych interwałach. Cały czas mam opory, żeby trzymać ludziom kamerkę przed twarzą, jak ćwiczą, więc klip jest, jaki jest :]

BTW, fajny ten parczek wzdłuż Zhangjiabang – kanałku na puduńskim Lujiazui. Ryby są, wędkarze, jakieś ptaszysko patrolujące strefę nad samą wodą, kotek przypominający dzikiego bengalskiego i.. niezłe zimne kluchy z Shaanxi przy mostku ;)

Ngondeg

Dodaj komentarz

Filed under wypady bliższe i dalsze, żarcie i picie