Tag Archives: jedzenie bez mięsa

Równy Czamkom: Xôi – sticky and yummy

Kupiłem w spożywczaku kleisty ryż albowiem ja nie gorszy, ha! BGSS poinstruowała mnie, żebym dał mniej wody niż do zwykłego/białego ryżu (zwykle jest to jaśminowy) OK, i tak go mało daję.. Sprawdziłem na necie i kiński pisać, że jak na biały dajesz szklankę wody na szklankę ryżu, tak na nuomi dajesz 0.6 szklanki wody. I tak zrobiłem.

Wyszedł generalnie, ALE wiele pojedynczych ziarenek było surowych :( BGSS powiedziała potem, że dobrze namoczyć na trochę przed gotowaniem.. Kurcze, na tym samym kińskim necie wśród podobnych głosów posłuchałem tych, co mówiły „nah, it’ll be fine!” – że niby nie trza.. Trza! Za drugim razem namoczyłem na półtorej godziny (zrobiłem pranie w oczekiwaniu:) i wyszedł jak tra la la!

Wszystkie ugotowane :) Do tego pieczarki z papryką słodką z dodatkiem chili i pieprzu seczuańskiego i voilà! Prawdziwie smaczne, domowe danie:

Sticky, fragrant and yummy, I tell ya!

Ngondeg

6 Komentarzy

Filed under żarcie i picie

Jam Balderyk

Poszedłem po marynowany pak czoj do ulubionego spożywczaka. Znaczy się na Bakalarskiej 22, czyli u Bogini Gua Susu. W sumie, niech będzie, że jak piszę „spożywczak” to mam na myśli właśnie ten unless stated otherwise. Larwy ze środka bazaru nie lubię. Thang Ngan jest nierówny – za każdym razem wołają inną cenę w zależności od tego która z pań na kasie (no likey) a ten obok Son Nam jest tymczasowo zamknięty, a nawet jakby nie był, to jest jakiś nijaki. No więc poszedłem do spożywczaka i okazało się, że marynowanego bak czoja nie ma, za to jest marynowana rzepa.. Musiałem zapytać jeszcze raz. Rzepa :) Jak otworzyłem pudełko w domu pomyślałem, że podobne do selera to zielone, ale ma być, że rzepa..

Wymyśliłem, że usmażę ją z ryżem na wzór smażonego ryżu po wietnamsku (czyli z marynowanym pak czojem) z Son Nam. Minimalna ilość składników: rzeczona rzepa marynowana, papryczki, jajko

Jedyna przyprawa, to trochę soli.

Wyszło yebiście dobrze. Zjadłem wszystko bez dodatku srirachy czy czegokolwiek innego. Nie było potrzeby. Pikantne w sam raz i zupełnie nie miałem ochoty zabijać oryginalnego smaku. Wspomniałem. że inspiracja poszła od dania serwowanego w Son Nam i tamten właściwy już kilkakrotnie sobie robiłem (nawet z dodatkiem liści kalarepy!) a od poziomu deep fake dzieli mnie tylko i wyłącznie brak tradycyjnej wietnamsko-polskiej surówki kapuścianej, niemniej ta marynata (z rzepy) jest znacznie lepsza niż pakczojowa! ZNACZNIE.

img_20200106_133019554

tłoczno w te niehandlowe dni!

Dziś udałem się do spożywczaka uzupełnić zapasy huangjiua i przy okazji spytałem jeszcze jeden ostatni raz, czy to aby nie seler naciowy, ale niby nie. Nie seler. Rzepa. Pokazałem zdjęcie rzepy. – tak, rzepa. :)) W sumie to nie wiem, jak nać rzepy wygląda z bliska, a i odmian jest tyle, że ch.. wie. Koniec końców pewnie rzepa, kalarepa, kapusta, człowiek, słoń i ryjówka dzielą 95,3% genów ;) BTW, za ladą stały dwie całkiem ładne Czamki, a szefowa latała po sklepie czasem rzucając czujne spojrzenie czy uwagę. Moja dogłębna znajomość tkanki kultury Czampy pozwoliła dokonać błyskawicznej trafnej diagnozy. BGSS wraca do Wietnamu na Nowy Rok i szkoli zastępstwo. Panie bardzo pozytywnie nastawione, ciekawe nowych obowiązków, operujące uśmiechem „more tea?” – widać jeszcze nie miały spięcia z trudnym klientem, manka w kasie czy liczenia durianów po godzinach ;) Funny.

Ngondeg

2 Komentarze

Filed under żarcie i picie

Gdy ci wciąż za mało idź do A Qing Sao

Pozostajemy w sferze żarcia, żeby nie było ;} Abo ten.. zaprowadziłem kumpli do Chen Ji Xiangwei Guan i zgodnie z przewidywaniami zjedliśmy tam bardzo dobrze i ludzie byli dla nas przemili, a atmosfera przekul.

locum Chen Ji

ALE – właśnie, jest tylko jedno ale: nie mają tam pierogów wege! Przynajmniej zawsze, kiedy tam jestem, to nie mają. A na pierogi mieliśmy akurat ochotę.. Po wsunięciu makaronu, bakłażana, tofu i (poniektórzy;) ryby nie umieraliśmy z głodu co prawda – ot dla przyjemności chcieliśmy zjeść :)

domus A Qing Sao

Zatem przeszliśmy 30m dalej do A Qing Sao.. Tak, tej samej, co prowadziła lokal na Woli. Już nie prowadzi. Tuż po wejściu zostałem zresztą rozpoznany, jako że szefowa szefowała osobiście, i mimo iż znałem odpowiedź, to wypadało mi zapytać o przyczynę. – ludzi tam mało.. Głupio mi się trochę zrobiło, bo z pewnością z ciężkim sercem przyszło przyznać się do porażki, ale twarda Dżedzianka z niej i da sobie radę. Nie tam, to tu się będzie bogacić. Tak jej zresztą powiedziałem i zamówiliśmy wreszcie te pierożki :) Z nadzieniem bezmięsnym mieli dwa rodzaje: szczypior chiński (jiucai) + jajko oraz mix warzyw.

menu rokoko

Zamówiliśmy po porcji z każdego rodzaju. Padło jeszcze pytanie, czy chcemy pierogi na parze, czy podsmażane (btw nie jest to tylko pytanie o formę podgrzania, bowiem ciasto też się różni) na co rzekłem, że podsmażane. Na parze jem regularnie w Meiyuan, więc chciałem czegoś innego.

jianjiao

Decent 👌🏻W tym derby jiucai/jajko wychodzi na prowadzenie :]

Ngondeg

3 Komentarze

Filed under żarcie i picie

mala doujiao – fasolkao seczuao stylao

More doooooooobriii!

麻辣豆角

Działałem pod bezpośrednimi rozkazami szefowej pewnej restauracji (aczkolwiek danie jest z rodzaju domowych) więc nie mogłem zbłądzić. Jestem z siebie dumny, bo naprawdę wyszło tak, jak trza – pyszne i gęba drętwieje od huajiao, no może mogłoby być ciut ostrzejsze.. :]

Przepis:

  • fasola szparagowa zielona (dużo)
  • pieprz seczuański (garść)
  • anyż gwiaździsty (2-3)
  • czuszka (garść)
  • cukier (łyżka płaska)
  • sos sojowy (szklanka)

Niewielką  ilość oleju rozgrzać na patelni. Wrzucić czuszkę, potem fasolę i chwilę smażyć, po czym dodać pieprz seczuański, anyż, sos sojowy i cukier. Zamieszać, a następnie zmniejszyć ogień i dusić fasolkę pod przykryciem przez ok. 15 min.

Polecam serwować ze schłodzonym singapurskim piwem Tiger – jest niezłe i ma fajne kapsle – dostępnym w Thang Ngan na Bakalarskiej :)

Kosztuje 6 lub 7 zł (330) w zależności od stanu pamięci / humoru sprzedających. Naturalnie piwo Połczyn z Aldi też się sprawdza ;]

Indżoj!

Ngondeg

Dodaj komentarz

Filed under żarcie i picie

Przepisy Czamki Bisou – gotowane susu

No więc zajmująca bardzo silną ostatnio pozycję w Son Nam Bisou udziela mi czasem porad kulinarnych. Zacznę od porady drugiej, bo pierwsza była bardziej złożona, z poprawką, a że nie chce mi się dużo pisać na świętą noc, zatem będzie o tym, jak zrobić susu inaczej niż przez prostackie usmażenie :)

– Bierzesz susu (gua susu/kołczoch) obierasz go – mówi Bisou- kroisz na kawałki [nie zbyt małe!] i gotujesz jakieś pięć minut. Wyjmujesz z wody, maczasz sobie w uprzednio przygotowanej posypce z orzeszków ziemnych, sezamu i soli i.. suuuuuuuuppppeeeeeeeerrrrr!!! 

Owa posypka nie była dla mnie zupełnie jasna, zatem Bisou zaczęła mi tłumaczyć, że muszę wziąć orzeszki, sezam, wrzucić do moździerza i tłu.. Spojrzała jednak na mnie i mówi: – albo masz [synku] tę karteczkę, zaniesiesz do pani naprzeciwko [Bogini Gua Susu, Bakalarska 22] i pani ci sprzeda. 

Posłuchałem grzecznie, dałem karteczkę Bogini Gua Susu, ta ją wzięła, przeczytała i bez słowa zapakowała do torebki jeden z kilku pojemniczków z mieszanką, którą jadłem przecie jako dressing choćby w Aromat Viet czy Van Binh, a i Ciocia Nhat dodaje ją chyba do niektórych dań.. No ale teraz miałem zabrać do własnej kuchni. To co innego :) Zrobiłem jak kazała Bisou i.. rzeczywiście super (choć przez jedno „u”:)

Kombinacja delikatnego smaku kołczocha ze zdecydowanym smakiem posypki, która elegancko lgnie do mokrego, bardzo mi zasmakowała. Eksperymentalnie pomaczałem też susu w sosie rybnym z chili, ale -aczkolwiek ujdzie- nie umywa się do pierwszego rozwiązania. Mam już trochę dosyć smażonych rzeczy, więc ten prosty przepis uważam za tym bardziej dobry. Zameldowałem hożej Bisou, że zadanie wykonałem i zostałem pochwalony :]

Ngondeg

4 Komentarze

Filed under żarcie i picie

Vege Banh Mi w 3T

No i naprawdę tak bardzo bolało? ;) Dżizas ileż się musiałem napytać, naprosić i naczekać, ale cóż, niektórych procesów się nie da przyspieszyć. Jest nawet takie przysłowie chińskie (lol) bardziej idiom, 拔苗助长 (bámiáozhùzhǎng) – „ciągnął kiełki by wspomóc wzrost” czyli nie tak szybko, bo spierdolisz. Może Czamki potrzebują czasu by dojrzeć do pewnych idei, a może rzeczywiście szefowa Banh Mi 3T przeprowadzała tysiące testów, nim doszła do tej jedynej właściwej receptury?

Vege meaning doufão – more tasty. Likey. Jedyne do czego się można przyczepić, to że miało być ostre.. No, szefowa (wygląda, btw, jak siostra Jolin) sama z siebie spytała: – łagodne czy..?? No i nie było nawet lekko ostre. You cannot fully trust those Chams, I tell ya.. Gdyby to byli Bengalczycy sikał bym teraz pewnie kapsaicyną ;)

Ostre czy nie, zjadłem z apetytem. Jeśli ktoś kiedyś jadł banh mi z tofu w dawnym Bonjour Viet Nam na Chmielnej, to wg mnie to z Alei S bije je na głowę. I jest za 8 zeta.

Herbata „tropikalna” ujdzie. Brzoskwiniowa jest  znacznie fajniejsza, ale nie było :p

Ngondeg

 

Dodaj komentarz

Filed under żarcie i picie