Tag Archives: jedzenie bez mięsa

Jam Balderyk

Poszedłem po marynowany pak czoj do ulubionego spożywczaka. Znaczy się na Bakalarskiej 22, czyli u Bogini Gua Susu. W sumie, niech będzie, że jak piszę „spożywczak” to mam na myśli właśnie ten unless stated otherwise. Larwy ze środka bazaru nie lubię. Thang Ngan jest nierówny – za każdym razem wołają inną cenę w zależności od tego która z pań na kasie (no likey) a ten obok Son Nam jest tymczasowo zamknięty, a nawet jakby nie był, to jest jakiś nijaki. No więc poszedłem do spożywczaka i okazało się, że marynowanego bak czoja nie ma, za to jest marynowana rzepa.. Musiałem zapytać jeszcze raz. Rzepa :) Jak otworzyłem pudełko w domu pomyślałem, że podobne do selera to zielone, ale ma być, że rzepa..

Wymyśliłem, że usmażę ją z ryżem na wzór smażonego ryżu po wietnamsku (czyli z marynowanym pak czojem) z Son Nam. Minimalna ilość składników: rzeczona rzepa marynowana, papryczki, jajko

Jedyna przyprawa, to trochę soli.

Wyszło yebiście dobrze. Zjadłem wszystko bez dodatku srirachy czy czegokolwiek innego. Nie było potrzeby. Pikantne w sam raz i zupełnie nie miałem ochoty zabijać oryginalnego smaku. Wspomniałem. że inspiracja poszła od dania serwowanego w Son Nam i tamten właściwy już kilkakrotnie sobie robiłem (nawet z dodatkiem liści kalarepy!) a od poziomu deep fake dzieli mnie tylko i wyłącznie brak tradycyjnej wietnamsko-polskiej surówki kapuścianej, niemniej ta marynata (z rzepy) jest znacznie lepsza niż pakczojowa! ZNACZNIE.

img_20200106_133019554

tłoczno w te niehandlowe dni!

Dziś udałem się do spożywczaka uzupełnić zapasy huangjiua i przy okazji spytałem jeszcze jeden ostatni raz, czy to aby nie seler naciowy, ale niby nie. Nie seler. Rzepa. Pokazałem zdjęcie rzepy. – tak, rzepa. :)) W sumie to nie wiem, jak nać rzepy wygląda z bliska, a i odmian jest tyle, że ch.. wie. Koniec końców pewnie rzepa, kalarepa, kapusta, człowiek, słoń i ryjówka dzielą 95,3% genów ;) BTW, za ladą stały dwie całkiem ładne Czamki, a szefowa latała po sklepie czasem rzucając czujne spojrzenie czy uwagę. Moja dogłębna znajomość tkanki kultury Czampy pozwoliła dokonać błyskawicznej trafnej diagnozy. BGSS wraca do Wietnamu na Nowy Rok i szkoli zastępstwo. Panie bardzo pozytywnie nastawione, ciekawe nowych obowiązków, operujące uśmiechem „more tea?” – widać jeszcze nie miały spięcia z trudnym klientem, manka w kasie czy liczenia durianów po godzinach ;) Funny.

Ngondeg

2 Komentarze

Filed under żarcie i picie

Gdy ci wciąż za mało idź do A Qing Sao

Pozostajemy w sferze żarcia, żeby nie było ;} Abo ten.. zaprowadziłem kumpli do Chen Ji Xiangwei Guan i zgodnie z przewidywaniami zjedliśmy tam bardzo dobrze i ludzie byli dla nas przemili, a atmosfera przekul.

locum Chen Ji

ALE – właśnie, jest tylko jedno ale: nie mają tam pierogów wege! Przynajmniej zawsze, kiedy tam jestem, to nie mają. A na pierogi mieliśmy akurat ochotę.. Po wsunięciu makaronu, bakłażana, tofu i (poniektórzy;) ryby nie umieraliśmy z głodu co prawda – ot dla przyjemności chcieliśmy zjeść :)

domus A Qing Sao

Zatem przeszliśmy 30m dalej do A Qing Sao.. Tak, tej samej, co prowadziła lokal na Woli. Już nie prowadzi. Tuż po wejściu zostałem zresztą rozpoznany, jako że szefowa szefowała osobiście, i mimo iż znałem odpowiedź, to wypadało mi zapytać o przyczynę. – ludzi tam mało.. Głupio mi się trochę zrobiło, bo z pewnością z ciężkim sercem przyszło przyznać się do porażki, ale twarda Dżedzianka z niej i da sobie radę. Nie tam, to tu się będzie bogacić. Tak jej zresztą powiedziałem i zamówiliśmy wreszcie te pierożki :) Z nadzieniem bezmięsnym mieli dwa rodzaje: szczypior chiński (jiucai) + jajko oraz mix warzyw.

menu rokoko

Zamówiliśmy po porcji z każdego rodzaju. Padło jeszcze pytanie, czy chcemy pierogi na parze, czy podsmażane (btw nie jest to tylko pytanie o formę podgrzania, bowiem ciasto też się różni) na co rzekłem, że podsmażane. Na parze jem regularnie w Meiyuan, więc chciałem czegoś innego.

jianjiao

Decent 👌🏻W tym derby jiucai/jajko wychodzi na prowadzenie :]

Ngondeg

3 Komentarze

Filed under żarcie i picie

mala doujiao – fasolkao seczuao stylao

More doooooooobriii!

麻辣豆角

Działałem pod bezpośrednimi rozkazami szefowej pewnej restauracji (aczkolwiek danie jest z rodzaju domowych) więc nie mogłem zbłądzić. Jestem z siebie dumny, bo naprawdę wyszło tak, jak trza – pyszne i gęba drętwieje od huajiao, no może mogłoby być ciut ostrzejsze.. :]

Przepis:

  • fasola szparagowa zielona (dużo)
  • pieprz seczuański (garść)
  • anyż gwiaździsty (2-3)
  • czuszka (garść)
  • cukier (łyżka płaska)
  • sos sojowy (szklanka)

Niewielką  ilość oleju rozgrzać na patelni. Wrzucić czuszkę, potem fasolę i chwilę smażyć, po czym dodać pieprz seczuański, anyż, sos sojowy i cukier. Zamieszać, a następnie zmniejszyć ogień i dusić fasolkę pod przykryciem przez ok. 15 min.

Polecam serwować ze schłodzonym singapurskim piwem Tiger – jest niezłe i ma fajne kapsle – dostępnym w Thang Ngan na Bakalarskiej :)

Kosztuje 6 lub 7 zł (330) w zależności od stanu pamięci / humoru sprzedających. Naturalnie piwo Połczyn z Aldi też się sprawdza ;]

Indżoj!

Ngondeg

Dodaj komentarz

Filed under żarcie i picie

Przepisy Czamki Bisou – gotowane susu

No więc zajmująca bardzo silną ostatnio pozycję w Son Nam Bisou udziela mi czasem porad kulinarnych. Zacznę od porady drugiej, bo pierwsza była bardziej złożona, z poprawką, a że nie chce mi się dużo pisać na świętą noc, zatem będzie o tym, jak zrobić susu inaczej niż przez prostackie usmażenie :)

– Bierzesz susu (gua susu/kołczoch) obierasz go – mówi Bisou- kroisz na kawałki [nie zbyt małe!] i gotujesz jakieś pięć minut. Wyjmujesz z wody, maczasz sobie w uprzednio przygotowanej posypce z orzeszków ziemnych, sezamu i soli i.. suuuuuuuuppppeeeeeeeerrrrr!!! 

Owa posypka nie była dla mnie zupełnie jasna, zatem Bisou zaczęła mi tłumaczyć, że muszę wziąć orzeszki, sezam, wrzucić do moździerza i tłu.. Spojrzała jednak na mnie i mówi: – albo masz [synku] tę karteczkę, zaniesiesz do pani naprzeciwko [Bogini Gua Susu, Bakalarska 22] i pani ci sprzeda. 

Posłuchałem grzecznie, dałem karteczkę Bogini Gua Susu, ta ją wzięła, przeczytała i bez słowa zapakowała do torebki jeden z kilku pojemniczków z mieszanką, którą jadłem przecie jako dressing choćby w Aromat Viet czy Van Binh, a i Ciocia Nhat dodaje ją chyba do niektórych dań.. No ale teraz miałem zabrać do własnej kuchni. To co innego :) Zrobiłem jak kazała Bisou i.. rzeczywiście super (choć przez jedno „u”:)

Kombinacja delikatnego smaku kołczocha ze zdecydowanym smakiem posypki, która elegancko lgnie do mokrego, bardzo mi zasmakowała. Eksperymentalnie pomaczałem też susu w sosie rybnym z chili, ale -aczkolwiek ujdzie- nie umywa się do pierwszego rozwiązania. Mam już trochę dosyć smażonych rzeczy, więc ten prosty przepis uważam za tym bardziej dobry. Zameldowałem hożej Bisou, że zadanie wykonałem i zostałem pochwalony :]

Ngondeg

4 Komentarze

Filed under żarcie i picie

Vege Banh Mi w 3T

No i naprawdę tak bardzo bolało? ;) Dżizas ileż się musiałem napytać, naprosić i naczekać, ale cóż, niektórych procesów się nie da przyspieszyć. Jest nawet takie przysłowie chińskie (lol) bardziej idiom, 拔苗助长 (bámiáozhùzhǎng) – „ciągnął kiełki by wspomóc wzrost” czyli nie tak szybko, bo spierdolisz. Może Czamki potrzebują czasu by dojrzeć do pewnych idei, a może rzeczywiście szefowa Banh Mi 3T przeprowadzała tysiące testów, nim doszła do tej jedynej właściwej receptury?

Vege meaning doufão – more tasty. Likey. Jedyne do czego się można przyczepić, to że miało być ostre.. No, szefowa (wygląda, btw, jak siostra Jolin) sama z siebie spytała: – łagodne czy..?? No i nie było nawet lekko ostre. You cannot fully trust those Chams, I tell ya.. Gdyby to byli Bengalczycy sikał bym teraz pewnie kapsaicyną ;)

Ostre czy nie, zjadłem z apetytem. Jeśli ktoś kiedyś jadł banh mi z tofu w dawnym Bonjour Viet Nam na Chmielnej, to wg mnie to z Alei S bije je na głowę. I jest za 8 zeta.

Herbata „tropikalna” ujdzie. Brzoskwiniowa jest  znacznie fajniejsza, ale nie było :p

Ngondeg

 

Dodaj komentarz

Filed under żarcie i picie

Mei Yuan – Hanguo banfan (wegetariański bibimbap)

Odebrałem nagrodę za.. w sumie nie wiem, za całokształt chyba :) Mam tam kilka zasług, czy brave dids, owszem, owszem, w tym jedną, którą się szczycę, mianowicie słynną „koreańską obronę”, którą zastosowałem w odpowiedzi na zarzut postawiony szefowej przez bardzo miłą skądinąd klientkę, co to na widok kimchi na ladzie chłodniczej zakrzyknęła: – przecież to koreańskie!
Szefową zamurowało wtedy na dobrą chwilę, więc się wtrąciłem i.. zacząłem od Wielkiego Koguryuo, przechodząc następnie do hanowskich kolonii na półwyspie koreańskim, mandżurskich księżniczek z Changbaishan, a kończąc na tym,  że współczesne chińskie prowincje Dongbei, to region wymieszany etnicznie i że nie jest to żadne cultural appropriation, tylko regionalna wersja kiszonej kapuchy. Zadziałało! :) Ostatnio szefowa Mei Yuan (nie wiedzieć czemu zwanemu Pekinem Rozkoszą Smaku..) poprosiła, żebym się tylko zapowiedział, to tego banfana specjalnie dla mnie przygotuje. BTW, to nawet nie tyle jest danie spoza menu, co danie w menu, którego jeszcze dotąd nie wprowadzono do sprzedaży. Formalnie, to jest bodaj „sałatka koreańska” :]

Wyszło bardzo dobrze! Widać co jest z wierzchu. Pod jajeczkiem był ryż tak xiangxiang, że głowa mała i jeszcze dostałem drugą pecynę zssuniętą zgrabnym ruchem z kulturalnego papierka na dokładkę, żebym głodny nie wyszedł :]

forma imago

Niestety, przed zjedzeniem należy zburzyć ten kosmiczny ład dania tworząc koreańską prytę – w każdym razie ja tak lubię. Brak kamionkowego garnka utrudnia kulturalne mieszanie, ale efekt końcowy jest taki sam. Oczywiście wszystko podlane koreańskim sosem chili. Trochę słodkawym, jasne, ale naprawdę tylko trochę. Taki zresztą powinien być, nie? Wsunąłem wszyściuteńko. Bardzo uprzejmi są tam wszyscy dla mnie i bardzo gościnnie mnie podejmują, a teraz ponoć mają jeszcze na dniach zamienić pierogi z wieprzowiną i koprem (poz. nr 6)  na „z jajkiem i koprem” 👉 mądri!! Przypomniały mi się pierogi z knajpki muzułmanów chińskich (Huizu) w Cangzhou.. Jakbym jeszcze umiał przekonać do mu’er w chrzanie.. Joł!

Ngondeg

2 Komentarze

Filed under żarcie i picie