Tag Archives: Targowisko Bakalarska

Têt Giermek – Kwiaty Noworoczne

Dzięki Wietnamczykom mamy trochę Kultury Lingnan w Polsce. Czyż nie?

Pochwalę się: miałem zaszczyt pomagać  przy rozcinaniu wstążeczek na tych ślicznych noworocznych meihua-like drzewkach („Đầu”??) – kosztują po 400zł za sztukę, więc tym bardziej dziękuję BGSS za okazane zaufanie :>

mają słabość do kwiatów..

Little Devil trapped between.. 2 Têt Trees! ;]

Ngondeg

Dodaj komentarz

Filed under inne

cà phê sữa đá – jeden mały trick który spowoduje..

..że łyżeczka wypadnie ci z wrażenia na podłogę ;)

Wczoraj wieczorową porą, gdy Son Nam zamknął podwoje przeturlałem się z kumplem do Pho Mai Hien. Cóż za niespodzianka – Ciocia Hanh is back! Karmiąca mnie jak małpkę kawałkami persymony jeszcze tego lata, później zaginiona w akcji, wróciła -pewnie tymczasowo, nie wiem- aj hepi :) Dla kumpla wziąłem piwo, dla siebie kawę z lodem. Na dworze przejmujący chłód, ale jak człowiek był dzieckiem, pani doktor mówiła, że zimą właśnie najbezpieczniej jeść lody :]

Piwo sam wyjąłem z lodówki, zaniosłem kumplowi, a jak wróciłem pod kontuar pani dopiero zaczynała miksować kawę z mlekiem. Skorzystałem zatem z okazji i skoczyłem na chwilkę do „rest room” ;) Wracam, Hanh dalej męczy miksturę ręcznym mikserkiem. – trzeba długo. Zobaczysz, będzie inaczej. Lepiej. Rajt.. :] No więc czekam, a Hanh cały czas zzzzzzzzzzzzz i zzzzzzzzzzzzz! Wreszcie skończyła i dowaliła mi kopę lodu do szklanki. Zasiadłem przy stoliku nie kosztując zrazu kawy pogrążając się w konwersacji, ale widziałem kątem oka, jak zerka w naszą stronę w oczekiwaniu na reakcję. Zatem skosztowałem. Holy crap! Zaprawdę powiadam Wam, jest różnica! Kawa dostała jedwabistej wręcz konsystencji poza tym, że była extremely tasty – uniosłem kciuk do góry i pani podeszła jeszcze na chwilę porozmawiać. Bardzo spoko pani. Okazuje się, że wymieszać a wymieszać, to dwie różne rzeczy. BTW, mam zamiar nadwerężyć sobie przyczepy ścięgien barku intensywnym strzelaniem, cobym mógł przetestować również masaż rehab w jej wykonaniu. Po tym co widziałem mam prawo podejrzewać, że jest na wysokim poziomie. Sprawia wrażenie bardzo silnej,  no i wiem gdzie przyjmuje, ha! ;)

Ngondeg

3 Komentarze

Filed under żarcie i picie

Zaojun jest niby nieprzekupny..

ALE :) nigdy nie zawadzi mu zostawić czegoś na ołtarzyku. Z drugiej strony zawsze coś na nim jest i szczerze mówiąc nawet nie jestem pewien, czy pojawiło się dziś coś ekstra. Może kwiaty są świeże? Czy to bardziej kwestia intencji? Szefowa Son Nam potwierdziła w każdym razie, że Wietnamczycy też obchodzą jego święto 23 dnia 12 miesiąca kalendarza rolniczego :)

Ngondeg

Dodaj komentarz

Filed under inne

Jam Balderyk

Poszedłem po marynowany pak czoj do ulubionego spożywczaka. Znaczy się na Bakalarskiej 22, czyli u Bogini Gua Susu. W sumie, niech będzie, że jak piszę „spożywczak” to mam na myśli właśnie ten unless stated otherwise. Larwy ze środka bazaru nie lubię. Thang Ngan jest nierówny – za każdym razem wołają inną cenę w zależności od tego która z pań na kasie (no likey) a ten obok Son Nam jest tymczasowo zamknięty, a nawet jakby nie był, to jest jakiś nijaki. No więc poszedłem do spożywczaka i okazało się, że marynowanego bak czoja nie ma, za to jest marynowana rzepa.. Musiałem zapytać jeszcze raz. Rzepa :) Jak otworzyłem pudełko w domu pomyślałem, że podobne do selera to zielone, ale ma być, że rzepa..

Wymyśliłem, że usmażę ją z ryżem na wzór smażonego ryżu po wietnamsku (czyli z marynowanym pak czojem) z Son Nam. Minimalna ilość składników: rzeczona rzepa marynowana, papryczki, jajko

Jedyna przyprawa, to trochę soli.

Wyszło yebiście dobrze. Zjadłem wszystko bez dodatku srirachy czy czegokolwiek innego. Nie było potrzeby. Pikantne w sam raz i zupełnie nie miałem ochoty zabijać oryginalnego smaku. Wspomniałem. że inspiracja poszła od dania serwowanego w Son Nam i tamten właściwy już kilkakrotnie sobie robiłem (nawet z dodatkiem liści kalarepy!) a od poziomu deep fake dzieli mnie tylko i wyłącznie brak tradycyjnej wietnamsko-polskiej surówki kapuścianej, niemniej ta marynata (z rzepy) jest znacznie lepsza niż pakczojowa! ZNACZNIE.

img_20200106_133019554

tłoczno w te niehandlowe dni!

Dziś udałem się do spożywczaka uzupełnić zapasy huangjiua i przy okazji spytałem jeszcze jeden ostatni raz, czy to aby nie seler naciowy, ale niby nie. Nie seler. Rzepa. Pokazałem zdjęcie rzepy. – tak, rzepa. :)) W sumie to nie wiem, jak nać rzepy wygląda z bliska, a i odmian jest tyle, że ch.. wie. Koniec końców pewnie rzepa, kalarepa, kapusta, człowiek, słoń i ryjówka dzielą 95,3% genów ;) BTW, za ladą stały dwie całkiem ładne Czamki, a szefowa latała po sklepie czasem rzucając czujne spojrzenie czy uwagę. Moja dogłębna znajomość tkanki kultury Czampy pozwoliła dokonać błyskawicznej trafnej diagnozy. BGSS wraca do Wietnamu na Nowy Rok i szkoli zastępstwo. Panie bardzo pozytywnie nastawione, ciekawe nowych obowiązków, operujące uśmiechem „more tea?” – widać jeszcze nie miały spięcia z trudnym klientem, manka w kasie czy liczenia durianów po godzinach ;) Funny.

Ngondeg

2 Komentarze

Filed under żarcie i picie

XÔI CHIÊN TRỨNG z „3T”

Znaczy się tak ja (znany wietnamista) bym nazwał to danie, gdybym musiał :] Z Banh Mi 3T jest o tyle zabawnie, że nie możemy się zgrać. Niemal zawsze nie ma tego, co chcę, z drugiej strony często jak już jest, to nie mam akurat na to ochoty. Ostatnio słyszałem jak szefowa coś mruczała do pracownic wspominając z szelmowskim uśmiechem „tofu” po tym jak zamówiłem bubble tea. Zakładam, że padło zdanie „cały czas zawraca dupę o to tofu, a teraz mu się nagle herbaty zachciało” :p Mimochodem wspomnę, że NATURALNIE wulong już się skończył tego dnia i musiałem wziąć czarną. Z czarnymi „perełkami” z tapioki i z czymś jeszcze.. Nie pamiętam, ale to coś jeszcze musiało być delikatesem nie lada, bo cała bubble tea kosztowała mnie 15 zeta.. PIĘT-NAŚ-CIE! Jestem frajerem. Przynajmniej szefowa osobiście przygotowała tę ambrozję (a, już pamiętam! ów dodatek, to sok orzechowy) więc może jest w tym jakaś wartość dodana ;) Było minęło (zresztą smakowo ok). Dziś po kawie u Bułgarki poszedłem do 3T wziąć nuomi z jajkiem na wynos, jako że planowałem zgłodnieć dopiero na Siekierkach. O dziwo był :) Nie jadłem tego pierwszy raz. Bardzo lubię jajko jako substytut char siu i muszę przyznać z bólem serca, że ryż kleisty (nuomi/xoi) mają smaczniejszy niż Ciocia Nhat na ulicy.. Dziś nawet wykonałem trochę pracy misyjnej w barze udzielając światłych wskazówek niezdecydowanej pani Polce, która ostatecznie też wzięła xoi chien trung poza bagietką. Aj prałd 😊

Zeżarłem z prawdziwą przyjemnością! Ten ogóreczek i paski marchewki, ach! Tylko spod palców Czamek mógł wyjść posiłek tyleż prosty, co smakowity! Mi za to całkiem przyzwoicie spod palców wychodziła cięciwa (chłe chłe) i nawet silnie wiejący wiatr nie wpływał za bardzo na lot smukłych linkboyów. Dodajmy, że na dystansie 25 m, więc dosyć krótkim. Pustułka dzięki tym warunkom mniej niż zazwyczaj trzepotała skrzydłami :)

Wszystko było dobrze dopóki Rodor nie zaczął bombardować znienacka zdjęciami wiewiórek przez Kakao Talk :O

Weszły mi do głowy, a czyż sam Brady Ellison nie mówił, że nie wolno myśleć o wiewiórkach oddając strzał!!?

No przecież nie są za twarde, czy że celuję zbyt w lewo.. ;]

Ngondeg

 

3 Komentarze

Filed under inne

Lua Moi rany duszy goi

Przynajmniej można próbować..

45% ryżówka z Hanoi. Kosztuje tyleż w złotówkach, co ma procentów. – Bardzo dobra! Polecała Bogini Gua Su Su. Znalazła mój słaby punkt, szczwana lisica. Gdy pakowałem troskliwie do plecaka zapytała z nutką zdziwienia jakby: – w domu pije? Na co odparłem: – Nie! Wypiję pod sklepem! :))  – tutaj? ………. :> Chams..

Wrzuciłem sobie tego wieczoru „Sezon na zabijanie” z Travoltą, w którym grał akurat tak niemożebnie serbskiego Serba, że już w pierwszej scenie golnął śliwowicę, a ja śliwowicy nie miałem, więc nie miałem wyboru. Musiałem otworzyć Lua Moi :)) Dobry wybór! Okazało się, że w smaku jest całkiem „rakijna” ta wietnamska ryżówka, a jedynie zapach przypomina woń polskiej czystej. Tego zapachu nie lubię lecz jest go w Lua Moi znacznie mniej.

Živeli!

Ngondeg

Dodaj komentarz

Filed under żarcie i picie