Tag Archives: ręka łuczna

zmiana stereotypów

Od jakiegoś czasu, to nie żaby, nie wino, nie czołgi z 5 biegami wstecznymi i inne głupoty, a dobre, przemyślane, niezwykle klarowne szkoleniówki łucznicze mi się kojarzą z Francuzami. Przykład:

Owo „zablokowywanie ręki łucznej” wywołuje się przez obrócenie na zewnątrz łokcia, co powoduje utorowanie drogi dla puszczonej cięciwy, która przestanie bić  przedramię. Niby wszyscy to wiedzą, ale czy potrafią tak nauczyć? Btw, akurat sama nazwa może być trochę myląca, bo chodzi o zablokowanie łokcia poprzez wykręcenie jego czubka maksymalnie na zewnątrz, a nie o blokowanie go przez maksymalny wyprost, czy -broń Boże- przeprost. Kąt ugięcia łokcia może być w gruncie rzeczy różny w zależności od szkoły. Jeżeli coś się naprawdę blokuje, to raczej bark, który tą metodą elegancko wchodzi w najbardziej optymalną pozycję i pozwala na oddawanie mocnych, „dobrze podpartych”, powtarzalnych strzałów. To bicie po ramieniu  to jednak częsta zmora początkujących i pokazanie takiego filmiku, albo uczenie wg niego pozwoliłby uniknąć tego widoku na prywatnych strzelnicach:

Klub Federa w Shenzhenie

Dobra, głównie na chińskich strzelnicach ;) Po co zakładać tę zbroję, skoro można pokazać w prosty sposób jak trzymać łuk i jak układać ramię. Anyways.. francuskie szkoleniówki rządzą. Ta słomka, to przecież czyste kung-fu.

Ngondeg

Dodaj komentarz

Filed under łucznictwo

Onyksowy Słoń Opuszcza Trąbę

Gdy Złoty Smog linie na niebie tyczy, słoń i pawian na jednej pląsają smyczy – khmerskie przysłowie ludowe na styczeń..

Man, to powietrze nie jest dobre. Gdyby nie AA, którzy mnie poinformowali o sytuacji, to bym myślał, że to przez mróz ów brak lekkości w piersiach. W piątek miałem takie wrażenie, a teraz wyraźnie czuję swąd w powietrzu. Tak czy siak na strzelanie jest ciut za zimno. Przy -9 oddałem z Kayi rytualne 36 strzałów na Forcie i zabrałem się stamtąd :)

20170105_184909_1483999139316

A że mam już gaoji sprzęcior zamontowany na łuku sportowym i przesunęła mi się lekcja z Shifu, to oswajam się ze smyczą. Samo dokręcenie stabilizatorów mi na moment zburzyło ład strzelania, a teraz jeszcze ta sznurówka. Niemniej podoba mi się :) W zasadzie celem tych króciutkich treningów indoor jest nauczenie się nowego sposobu trzymania łuku, oparcie się pokusie chwytania go w momencie strzału oraz pozwolić łukowi naturalnie odskoczyć od mocno napierającej (顶 dǐng!) ręki. Powoli, powoli zaczyna to jakoś wyglądać i -co ważniejsze- ja zaczynam się z tym dobrze czuć. Oczywiście Shifu mi pewnie wszystko za tydzień wywróci raz jeszcze do góry nogami, ale idę w to świadomie. Starą metodą nie chcę już strzelać, nie mam też ochoty czekać bezczynnie tylko po to, by przyjść na trening nieskażonym – najwyżej będę się oduczał, pojętny jestem ;)

tak lepiej widać :]

Poza tym budzą się we mnie sinologiczno-kungfiarskie ambicje literackie i czuję, że jestem w stanie zapisać wierszowaną Księgę Łuku Klasycznego (nazewnictwo -czy raczej jego niespójność- w łucznictwie jest iście chińskie) z „pieśniami” na poszczególne ćwiczenia i zadania, na takim poziomie, że te notateczki Choi Mi-Sun wydadzą się niczym rymy częstochowskie przy Norwidzie, aczkolwiek zaznaczam, że częstochowskimi rymowankami będzie owo gongpu stało i nie gwarantuję, że ktoś dzięki nim będzie lepiej od Choi strzelał ;p

A co do pogody, to ja chcę już świeżego powietrza i to najlepiej w połączeniu z letnią bryzą i zielenią. Najlepiej palmową – oby do marca..

Nawet pyjenkna Suran ma jakby zielonkawe włosy ;)

Ngondeg

 

 

Dodaj komentarz

Filed under łucznictwo