Mei Yuan – Rakowiecka 9

PEKIN ROZKOSZ SMAKU przez klawiaturę mi nie przeszło (przyn. w tytule)

Dziś zawitałem drugi raz i dopiero teraz piszę, żeby nie było na łapu capu. Ta sama pani Chinka, co poprzednio, powitała mnie uśmiechnięta pytaniem: ty znowu z polowania? Na co odparłem reverse Yang Luchanem, znaczy się, że strzelam tylko do trzech rodzajów zwierząt: foliowych, piankowych oraz szmacianych, a tych z krwi i kości nie nękam ;)

Za pierwszym razem brałem baozi z nadzieniem kapuściano – grzybowym (muer) i pierożki szpinakowo-serowe. Tak naprawdę zamówiłem mix 2 różnych farszów wege, ale że się im nalepki pokiełbasiły, zjadając raptem drugiego pierożka odkryłem w środku kurze mięso! :[] Pani błyskawicznie zaproponowała zamianę na same szpinakowo-serowe, jako pewniejsze, ale że zdążyłem się już zorientować, że baozi, to nie pojedyncze duże „pampuchy” lecz małe w ilości znacznie większej, to pierogi zabrałem dla córki. A no tak, ludana – jajko gotowane w zagęszczonym sosie  sojowym też zamówiłem :)

A za drugim razem, czyli dziś… Dokładnie to samo minus pierogi. ALBOWIEM: baozi są tam naprawdę bardzo dobre, a pierogi tylko niezłe. Być może dlatego tak mi się wydaje, że te pierwsze rzadziej mam okazję zjeść, a wege farsze pierożkowe są raptem dwa, w tym jeden fjużion skopiowany z A-Qing Sao czy innych Parowozów i Parników, który mi zbytnio nie podchodzi. Zaproponowałem, żeby (wzorem A Qing Sao akurat właśnie) dodali do oferty pierogi z jiucaiem, czyli szczypiorem chińskim. Nie wiedzieli gdzie kupić niby. Podałem namiar na spożywczak przy Bakalarskiej. Zobaczymy. Poza mącznymi rzeczami mają standardowe w takich knajpkach kimchi i algi oraz parę dań quasi restauracyjnych, jak np jelita wołowe na zimno, więc to nie jest czysta kalka. Ten Pekin w nazwie, to tylko taki bajer chyba, choć pan kucharz jest ponoć ze stolycy. Spoko gość, tak w ogóle, poczęstował mnie dziś herbatą na koszt firmy :)

No a panie są z Dongbei. Nie dziwota, że tak dobrze się z nimi idzie dogadać. Czyściuteńko mówią w putonghua, że jakby ktoś chciał polerować swój chiński, to w sam raz :) Piszę panie, po do pierwszej przyszła w odwiedziny koleżanka i… ją rozpoznałem! Tak, bo kiedyś lepiła pierożki na Wolskiej i ją zapamiętałem, chłe chłe.. No to, skoro się znamy, spytałem śmielej o to skąd dokładniej jest (takie sinologiczne zboczenie) a pani mi na to aż nazbyt precyzyjnie, bo powiatem jedzie, a ja gupi skąd mam wiedzieć, w której z 3 prowincji Północnego Wschodu się on mieści? W Jilin. OK, zyczek, może to jakiś znamienity powiat. Aż sprawdziłem ten Dongfeng. Jest. Od południowego wschodu graniczy z Meihekou..

 

 

Zaraz! Śliwa śliwę śliwą pogania (czy jak tam to mei tłumaczyć..) czy aby kiński nazwa barku nie nawiązuje do ich rodzimych miejsc? Pekin Rozkosz Smaku.. Kurna, kto im te nazwy wymyśla? Cherry Garden brzmi lepiej , choć może zbyt gaoji :) Jak to w ogóle jest możliwe, że parlament nie zakazał dotąd użycia słowa „smak” we wszelkiej formie w nazewnictwie gastronomicznym?! No i to menu..

 

Tiaaaaa… Jajka marynowane w tajemniczym sosie chińskim -_-

chili nie jest mysterious, tu robi tylko za dekorację :]

Całe szczęście, że „sałatka koreańska” nie jest w sosie tajemniczej Koreanki¹ ;p Na razie w ogóle nie ma, a szkoda, bo wygląda mi to na bibimbap minus mięcho, co byłoby more ok. BTW oczywiście spytałem panią z Jilinu, czy nie jest czasem Chosonjukką (?) – chińską Koreanką, bo nie można takich okazji marnować! Jilin, to ta sama prowincja, co ma autonomiczny koreański region Yanbian, gdzie strzelają, no i Koguryo tam sięgało.. Niestety. Muszę szukać dalej. A knajpka, reasumując, mimo tych śmiesznostek językowych naprawdę spoko. Chińczycy tamtejsi sympatyczni, a baozi być more dobri :)

Naturalnie klimatem, zwłaszcza jak się nie gada po chińsku, się do Bakalarskiej nie umywa. To typowe „zjeść i wyjść” miejsce. Ja akurat mam po drodze na Siekierki i z powrotem – bardzo wygodne. Zwłaszcza zimą, gdy człowiek zziębnięty 👍 Likey

 

Niech to słowo raz przybierze konkretny kształt ;>

Ngondeg

¹ No dobra, jak sprawdziłem ile jest wariacji na temat lujianga – sos sojowy ciemny i jasny oraz anyż; sos sojowy ciemny, jasny + piwo; sos sojowy + cola itp itd, to OK, można od biedy nazwać go „tajemniczym sosem chińskim” ;]

 

Dodaj komentarz

Filed under żarcie i picie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.