strzelanie w głowie

Nie [tylko:] o przypadłość nerwowo-naczyniową chodzi, a o metodę treningową. Wygląda to jakoś tak, ale forma zewnętrzna nie ma tak dużego znaczenia.. Pomaga, owszem, lecz nie jest niezbędna.
cats

Są bowiem takie dni, kiedy nie strzelam na Siekierkach, bo albo jest za późno (piękna pogoda, ale coraz krótsze dni) albo nie chcę bezmyślnie strzelać do tarczy albo po prostu czuję, że organizm potrzebuje Skry. Robię sobie wowczas 30-40 minutowy zestaw paru ćwiczen z chuojiaofanzi, które -czuję- dają coś łucznictwu. Pierwsza korzyść, która mi do glowy przychodzi, to napięcie całego ciała wzdłuż osi kręgosłupa, co ostatnio zacząłem świadomie wdrażać na strzelaniu. Ale jest tego więcej -głównie w wymiarze fizycznym- i jest owo strzelanie w głowie właśnie. W treningu chuojiao  tak się doszlifowuje technikę, oducza złych nawyków, rozwiązuje pewne sytuacje, które mogły się pojawić np w sparingu itp itd.. Wraca się w myślach do takiej sytuacji i przeprowadza tak, jak powinna idealnie wyglądać. Można wykonywać sekwencje ruchów, które z jakichś powodów sprawiają uczniowi kłopot utrudniając postęp. Wbrew pozorom niełatwo wykonać w głowie czynności płynnie, z oddaniem istotnych szczegółów, w czasie rzeczywistym. Najczęściej te elementy, których nie potrafię zwizualizować, są białymi plamami na mapie ich zapisu w mózgu. Dlatego, gdy jestem na Skrze oddaję serię 5+5+3 jak w realu, tylko w głowie. Tricky bo potrafię nawet spudłować kopiując błędy z rzeczywistości, a przecież powinienem tę rzeczywistość naprostowywać :> Czy to mi pozwoli zacieśnić grupy w tydzień? Pewnie nie. Kierunek jednak uważam za właściwy. Nie chcę przychodzić i tłuc w tarczę raz po raz, na pałę. A pokusa jest duża, bo trening łuczniczy to samo nadzienie. Frajda w czystej postaci. Ciężko mi nawet przejść przez rozgrzewkę przed strzelaniem bo już zaraz mam przecież się bawić łukiem! Na chuojiao tego nie miałem, bo jego trening jest męczący i robi się różne dziwne rzeczy pozornie odległe od walki, a i sama walka sparingowa choć fajna, to jednak można dostać w nos, więc to nie same konfitury ;) W łucznictwie człowiek się nimi obżera prawie bezkarnie w pewnym sensie. Prawie, bo mimo iż nikt nie odstrzeliwuje strzał w naszym kierunku, to jednak nietrafianie bywa bolesne i człowiek wraca czasem do domu z poczuciem przegranej, co wierzę, że może być przyczyną frustracji w dłuższej perspektywie. To wszystko skłania mnie do wniosku, że ta dziedzina wymaga opieki nauczyciela w stopniu nie mniejszym niż chuojiao. Początkowo wydawało mi się, że w porównaniu z oceanem złożoności tradycyjnego kung-fu łucznictwo to ledwie kałuża. Ostatecznie patyk ma trafić w kółko. Okazuje się jednak, że to studnia i (dobra może nie bezdenna ale) bardzo głęboka :)

swoboda 001

 Ło rany.. By odpocząć od tego bełkotu opowiem o małym wydarzeniu sprzed kilku dni –> Poszedłem do Łuksportu po książeczkę A. Swobody; wchodzę i zajmuję grzecznie miejsce w kolejce czekając na obsłużenie; wtem otwierają się drzwi i do sklepu wchodzi Koreanka. Autentyczna. Szybko oceniłem sytuację i doszedłem do wniosku, że nie będę robił zamieszania w sklepie, spokojnie kupiłem książkę po czym sprytnie niczym wojownik Pauni wyszedłem na zewnątrz i.. nie, nie zaczaiłem się na nią.. zaatakowałem na parkingu jej męża ;) No bo przecież jest tu trochę Koreańczyków. Mają nawet swoje stowarzyszenie i cholera wie, czy nie strzelają sobie w każdą sobotę gdzieś w Wawie.. Cóż, okazało się, że pani Koreanka strzela ale klasycznie/sportowo, a tak w ogóle, to: „czemu nie pogadasz z obsługą sklepu? Oni przecież się znają..” :) Prawdę powiedział pan (nie Koreańczyk zresztą) i nie on pierwszy, a i sam sobie zadawałem pytanie czemu nie pójść po nauki do takiego Norberta czy Michała. Ten pierwszy ostatecznie „nastukał” samym Koreańczykom w Korei i to dwa razy. Logiczne, nie? Tylko tu znów lata kiński zboczenie się we mnie odzywa i ja chcę się uczyć systemu. Czy też uczyć się systemowo (系统地学习) – jak zwał tak zwał. I tak jak na ulicy w każdej chwili jest ze 20 osób, które są w stanie mi nastukać, tak skoro sobie wydumałem, że będę się uczył chuojiao, to nie będę się uczył od nich, a od nauczyciela chuojiao. I takiego mam. A jak chcę się bawić w łucznictwo chińskie, to potrzebuję nauczyciela łucznictwa chińskiego. Wymarło? No to najbliżej mam koreańskie. Ma się całkiem dobrze. Ja chcę kogoś, kto zna całość. Kto wie dlaczego robimy tak, nie inaczej, dlaczego tutaj jest dowolność, a tam trzeba się trzymać ściśle tej czy innej wskazówki. Czy qi ma wędrować do huiyin, czy do dolnego dantian, i czy glinianą kulę mam sobie wieszać u jajec na sznurku jedwabnym czy konopnym ;)

07-03@18-29-18-202No a żeby jeszcze bardziej namieszać, to w tymże samym Łuksporcie, ale ze 3 tygodnie wcześniej, miałem okazję pogadać chwilę z właścicielem, który oprócz tego, że jest trenerem łucznictwa sportowego, to był w Korei i z tradycyjnym jej łucznictwem się zetknął. Jak już wytłumaczyłem mniej więcej co robię i dlaczego mi są potrzebne strzały o takiej długości, a nie innej, padło pytanie: „a, to pan strzela na 140m?” LOL – naprawdę w pierwszej chwili nie wiedziałem co powiedzieć.. To tak jakbym powiedział komuś, że ćwiczę chuojiao, a ten spytał „aha, a kopiesz w kolano, czy na głowę?” Kurcze kopię w to, co się odsłania i bu zhi bu jue dostaniesz w co masz dostać i ani ja ani Ty nie będziesz wiedział, jak to się stało ;)) Tak samo w łucznictwie chcę umieć strzelać we wszystko, z każdej strzały, łuku, z każdej odległości.. Najprawdopodobniej nie zdarzy mi się walczyć z przeciwnikiem w zbroi łuskowej na wzniesieniu, żebym musiał ćwiczyć strzelanie z zaniżonego osadzenia strzały na cięciwie, ALE nie chcę się tego pozbawiać, bo to ma sprawiać przyjemność – raz i rozwijać – dwa. Jednak wtedy też do mnie dotarło, że być może to tam tak właśnie wygląda. Tzn po pracy biznesmeni przyjeżdżają sobie na strzelnicę, zmieniają buty, zawiązują sobie kolorową szarfę na biodrach i strzelają do stodoły oddalonej o 140m. Potem śpiewają piosenkę, idą na żarcie zakrapiane soju do knajpy i wracają do domu. Może tak być.. I wtedy nie wiem czy mi się chce – ja nie potrafię jeść przy stoliku wysokości 1o cm ;) Jak podzieliłem się tymi wątpliwościami z łucznikiem vale tudo na Siekierkach, ten z miną Mako, że „nawet jeśli, to dalej możesz zrobić coś dobrego dla ludzi..” Tak więc czuję się naznaczony :>

Dla odmóżdżenia proponuję relaks z 1/2 Tenjochiki – w refrenie śpiewają „Naciąg! Naciąg!”, więc jak najbardziej pasują..

:p

Ngondeg

1 komentarz

Filed under łucznictwo

One response to “strzelanie w głowie

  1. Pingback: strzelanie w głowie | Taiji po polsku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.